A jednak arbitraż…

Raczej nie ukrywam tego, że mój stosunek do postępowania arbitrażowego cechuje duża doza niepewności i ostrożności, nacechowana lekką niechęcią…

Tak sobie myślę, że niechęć do postępowania arbitrażowego wiąże się z tym, że mój ostatni proces przed sądem arbitrażowym, do którego tak jak i do klienta żywiłam szczere i głębokie uczucie stanowiące mieszaninę pasji i zaangażowania, przegrałam z kretesem. Uraz psychiczny spowodowany przegraną bardzo mocno się we mnie zakorzenił i chyba tylko jakaś wygrana w postępowaniu arbitrażowym jest w stanie go odczarować…

Dlaczego o tym piszę…

Właśnie, po gruntownej analizie dokumentów zgromadzonych przez klienta, skończyłam pisać maila  o sądowych możliwościach dochodzenia odszkodowania za szkody w transporcie od zagranicznego podwykonawcy. Opcje są dwie:

1) sąd polski a w konsekwencji tłumaczenia dokumentów (językiem umowy był język angielski) z angielskiego na polski a potem na język ojczysty podwykonawcy, co wiąże się z dodatkowymi kosztami tłumaczeń

2) sąd kraju podwykonawcy co oznacza wyłącznie tłumaczenie z angielskiego na język ojczysty podwykonawcy, ale wiąże się z koniecznością toczenia procesu na obcym gruncie…

Nie ukrywam sprawa mi się bardzo podoba, akta są ogromne a potencjalnie pozwany już zdążył mnie zirytować. Mam więc wielką ochotę stanąć do walki… Gdyby sprawa toczyła się przed sądem angielskim może i pokusiłabym się o współwystępowanie z angielskim barristerem u boku, ale w kraju, którego języka nie znam w ogóle, sprawy nie poprowadzę…

ślinka mi cieknie

Na dzień dzisiejszy trzeba jednak rozwikłać  kwestie jurysdykcyjne

A gdyby w zleceniu transportowym zawarto klauzulę arbitrażową i jeszcze określono, że językiem postępowania ma być język angielski zapowiadałby się fantastyczny proces bez konieczności tłumaczenia dokumentów na wszystkie języki świata…

Dlatego w mojej ocenie w sprawach, gdzie ewentualne postępowanie sądowe może iść w tysiące lub nawet setki tysięcy zastanowić się, czy nie umieścić w zleceniu klauzuli arbitrażowej i określić jako języka postępowania języka umowy i korespondencji między stronami.

Nie warto ryzykować postępowania, które ze względu na czas potrzebny na tłumaczenia, doręczenia i inne czynności techniczne będzie ciągnęło się latami…

Dlatego, dzisiaj patrząc na akta bardzo ciekawej sprawy myślę, a jednak arbitraż…