Kto odpowiada za szkody w przesyłce wyrządzone przez kierowcę przy rozładunku towaru?

Mój klient, przewoził ostatnio przesyłkę z punktu A do punktu B. Były to bardzo drogie i bardzo specjalistyczne podzespoły stosowane w telekomunikacji. Do czynności rozładunkowych u odbiorcy została wynajęta przez odbiorcę inna firma. W czasie rozładunku, poproszono kierowcę, (nazwijmy go by trochę ocieplić jego obraz, Panem Kaziem,) który stał i przyglądał się czynnościom rozładunkowym dłubiąc w nosie, aby pomógł w przenoszeniu kartonów z naczepy do magazynu.

Tego dnia padało, grunt był grząski, Pan Kazio chciał się popisać siłą muskulatury i zasuwał z kilkoma kartonami naraz. Przy jednym z kursów wyrżnął jak długi, kartony spadły na ziemię a ich zawartość się potrzaskała.

W liście przewozowym Pan Kazio skwapliwie podpisał oświadczenie, że w czasie rozładunku potrzaskał podzespoły warte kilka tysięcy Euro. Jakiś czas po tym, klient dostał notę obciążeniową od nadawcy i wezwanie do zapłaty.

Pojawiło się pytanie: czy mój klient odpowiada za potrzaskane podzespoły.

Odpowiada? Nie odpowiada…

Gdy opowiedziano mi powyższą historię od razu zasugerowałam moim klientom pogonienie wysyłającego, który był naszym kontrahentem na drzewo, jak również od razu złożyłam pozew o zapłatę przewoźnego przeciwko nadawcy (naszemu kontrahentowi) i również odbiorcy.

Zgodnie z art. 43 prawa przewozowego, jeżeli umowa lub przepis szczególny nie stanowią inaczej, czynności ładunkowe należą odpowiednio do obowiązków nadawcy (załadunek) lub odbiorcy (rozładunek).

W analizowanym przypadku, czynności ładunkowe nie były przedmiotem umowy pomiędzy moim klientem a nadawcą czy też odbiorcą. Za rozładunek odpowiadała firma wynajęta przez odbiorcę.

Co do zasady mój klient nie odpowiada. Czy jednakże fakt, że dzielny Pan Kazio był pracownikiem mojego klienta może skutkować odpowiedzialnością mojego mocodawcy?

W mojej ocenie okoliczność, iż Pan Kazio jest, czy też był pracownikiem mojego klienta nie wpływa na odpowiedzialność przewoźnika za uszkodzenie w czasie czynności ładunkowych. Pan Kazio nie działał w imieniu ani na zlecenie mojego klienta, nie podlegał nadzorowi ze strony mojego klienta, działał we własnym imieniu i na własne ryzyko.

Z powyższej historii płyną istotne wnioski. Po pierwsze, jeżeli umowa nie zobowiązuje przewoźnika do czynności ładunkowych u nadawcy lub odbiorcy powinien kierowca nie powinien nawet małym palcem tykać towarów. W opisanej historyjce Pan Kazio, zamiast dłubać w nosie powinien co najwyżej sprawdzić, że wszystkie pudełka nie mają zewnętrznych uszkodzeń oraz aby rozładowcy nie uszkodzili naczepy w czasie rozładunku. W żadnym wypadku nie powinien mieszać się do tego, co nie jemu zostało zlecone i co zgodnie z umową nie leżało w obowiązku przewoźnika. Na gruncie opisanej historii przewoźnik nie został obciążony odszkodowaniem, ale utracił kontrahenta, który „obraził się” na przewoźnika w związku z zaistniałą sytuacją.

Któż więc powinien odpowiadać za Pana Kazia?

Za szkodę wyrządzoną w przesyłce odpowiada w takim wypadku w pierwszym rzędzie firma, która została wyłoniona do rozładunku towaru.

A to czy odpowiadać będzie względem nadawcy czy też odbiorcy przesyłki to już zupełnie inna historia, o której zapewne kiedyś napiszę… Co do Pana Kazia, nie wiem jak potoczyły się jego losy. Zanim zdążyliśmy wręczyć mu oświadczenie o rozwiązaniu umowy o pracę bez zachowania terminu wypowiedzenia z winy pracownika (czyli tzw. dyscyplinarkę) sam zaproponował rozwiązanie umowy o pracę za porozumieniem. I tak też się stało…