Utrata kontrahenta przez przewoźnika na skutek nienależytego wykonania umowy przewozu przez podwykonawcę.

Najgorszym sennym koszmarem każdego przewoźnika jest sytuacja, w której przewóz wykonywany dla kluczowego kontrahenta nie zostanie wykonany w sposób należyty czy to z powodu opóźnień w podstawieniu środka transportu, czy też niewłaściwego środka transportu, czy też całkowitego zaginięcia przesyłki lub znacznych uszkodzeń w przesyłce. Takie zdarzenia nie tylko prowadzić będą do odpowiedzialności przewoźnika na gruncie odpowiednich przepisów prawnych regulujących dany typ przewozu, lecz również prowadzić mogą do utraty kontrahenta, który utraciwszy zaufanie co do profesjonalizmu i fachowości przewoźnika może zdecydować się na kierowanie nowych zleceń do konkurencji.

Jeszcze większym koszmarem może być sytuacja, w której za błędy w wykonaniu usługi przewozowej nie przewoźnik ponosi odpowiedzialność lecz podmiot, któremu podzlecono wykonanie usługi.

Czy w taki wypadku przewoźnik jest bezradny?

Niewątpliwie w wypadku, gdy kontrahent rezygnuje z dalszej współpracy, mleko się rozlało i może zdarzyć się, iż nasze działania zmierzające do przekonania go do powrotu do współpracy z naszą firmą spełzną na niczym, jednakże nie pozostajemy bezradni w stosunku do naszego podwykonawcy.

Oczywiście, za wszystkie uchybienia w przewozie odpowiada przewoźnik, gdyż to on jest stroną umowy przewozu z kontrahentem. Jednocześnie ma on możliwość obciążenia podwykonawcy kosztami wypłaconego odszkodowania za utratę, ubytek, uszkodzenie lub opóźnienie w dostawie przesyłki zgodnie z przepisami.

Jednakże przepisy prawa przewozowego, jak również konwencji CMR, COTIF i innych milczą o możliwości żądania odszkodowania za utratę kontrahenta, zrujnowanie naszego dobrego imienia i renomy na rynku usług transportowych, jako świetnego i rzetelnego przewoźnika.

W mojej ocenie powyższe nie zamyka drogi do żądania odszkodowania od przewoźnika.

Podstawą naszego roszczenia nie będą jednak w takim wypadku przepisy prawa przewozowego lub odpowiednich konwencji, lecz przepisy kodeksu cywilnego regulujące odpowiedzialność za czyny niedozwolone (delikty).

Zgodnie z art. 415 k.c. kto z winy swej wyrządził drugiemu szkodę, obowiązany jest do jej naprawienia.

Podstawową przesłanką odpowiedzialności przewoźnika za utratę przez nas kontrahenta i dobrego imienia będzie więc zawinione działanie podwykonawcy rozumiane jako naruszenie wzorca starannego działania przy wykonywaniu umowy przewozu.

Jeżeli wiec na przykład późne podstawienie pod załadunek lub niewłaściwy środek transportu nastąpiły na skutek naszych własnych działań, nie będzie możliwości uznania odpowiedzialności podwykonawcy, gdyż za fiasko usługi odpowiedzialność ponosić będziemy my sami.

Drugą przesłanką odpowiedzialności będzie szkoda. To na przewoźniku spoczywać będzie obowiązek wykazania, iż na skutek działania podwykonawcy poniósł szkodę.

Jeżeli więc kontrahent był jednorazowy i z treści zlecenia wynikało, iż w najbliższym czasie niczego nie przewiezie trudno mówić o jego utracie. Jeżeli jednak kontrahent współpracował z nami od dłuższego czasu, a zerwanie relacji nastąpiło bezpośrednio po feralnym zdarzeniu, niewątpliwie ponieśliśmy szkodę i możemy żądać jej naprawienia.

Ostatnią przesłanką będzie związek przyczynowy pomiędzy szkodą a zawinionym działaniem podwykonawcy. Musimy więc wykazać, że pomiędzy feralnym transportem a utratą kontrahenta pozostaje ścisły związek przyczynowy i to akurat to zdarzenie było przyczyną fiaska dalszej współpracy. W innym przypadku odszkodowanie nie będzie nam należne.