Wakacyjna ekstaza to dla mnie godzina na wystawie miniatur kolejek

Wszyscy którzy mnie znają wiedzą, że jestem urodzoną Kochłowiczanką (chociaż w dowodzie figuruję jako obywatelka Miasta Ruda Śląska, to dla mnie Kochłowice – dzielnica Rudy Śląskiej zawsze pozostaną bytem odrębnym), jednocześnie w moim sercu noszę dwa miasta, za których obywatelkę uważam się na równi z Rudą Śląską. Jestem nie tylko Kochłowiczanką, lecz również w głębi serca czuję się częścią Karpacza i Londynu.

Moje związki z Karpaczem datują się od 1988 roku, czyli od czasu, gdy tam zamieszkałam na kilka lat :-) To były czasy!

Ten wpis będzie osobisty – bo chciałam się podzielić moim zachwytem związanym z moim ostatnim pobytem w Karpaczu, w którym byłam w ostatnim tygodniu lipca z moją córką Olą i moją wspólniczką Agnieszką i jednym z jej synów.

Agnieszka znalazła wystawę modeli kolejek i dzięki niej, dzieci i ja spędziliśmy cudowne popołudnie (w zasadzie Ola i ja nawet dwa ;-) ) oglądając modele kolejek. I mogłam zrobić serię zdjęć, które niewątpliwe wykorzystam do ilustrowania wpisów.

Generalnie wyjazd uważam za udany, bo chociaż wydawało mi się, że wiem wszystko o Karkonoszach w czasie tej wizyty dowiedziałam się, że prototypem tolkienowskiego Gandalfa (którego lubię na równi z Aragornem) było opiekun Karkonoszy zwany Duchem Gór lub Karkonoszem… Nie sądziłam, że Śnieżka może być częścią Tolkienowskiego świata…